Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alps. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alps. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 listopada 2010
przeciw przemijaniu
Znów jestem tu, gdzie jeziora gdzie wdzierają się w najwyższe góry Europy. Ten czas mógłby trwać wiecznie. Jakże egoistyczne stwierdzenie, przecież "szczęśćie jest w dążeniu", krzyczy moja dusza. Na poddaszu stuleletniego domku, sączę kawę z luksemburskiej porcelany za oknem widok wspaniałych, zaśnieżonych gór. Najwspanialsze dni, poranki, rozmowy przy których czas płynie szybko, ale my próbujemy go zatrzymać. Czas, czyli ten złośliwy chochlik współczesności.






piątek, 1 października 2010
piątek, 24 września 2010
piątek, 3 września 2010
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
to się robi po pracy:)
Wycieczka 12-godzinna na Herzogstand i Heimgarten. Koniec pracy o 17:50, autobus: 17:51, start na szlaku ok.19:00, Heimgarten 21:20, Herzogstand ok.1:20, zejście do Urfeldu (wioska poniżej góry) 7:30, początek łapania stopa: 7:39, Kochel: 8:56, początek pracy (Roberta: 8:15, moja: 9:00). Żadnego stresu i pośpiechu podczas przejścia między obydwoma szczytami (Heimgarten i Herzogstand). Napotkane zwierzęta: żaby i pająki, ah: była też salamandra i inne małe zwierzaki. Noc bezchmurna, gwieździsta, trochę mroźna (bez śpiworów :D), ale dało się przeżyć. Na Herzogstandzie zbudziliśmy coniektórych niemieckich "superalpinistów" ok. 1:20:) Na szczycie znajduje się wiatka, gdzie ów ludzie spali. Początkowo myślałam, że leży tam wałek od kanapy, później za plecami podniósł się gość w śpiworze i zacharczał :D Żeby nie budzić "alpinistów w śpiworach" udaliśmy się trochę dalej, by móc otworzyć puszkę z bawarskim trunkiem.
Człowiek, który zatrzymał się w Urfeldzie, by nas podwieźć, pracuje obok w piekarni, wiec pewnie nie raz go spotkamy. W prawdzie wczoraj byłam ( nie tylko ja) lekko tot, ale po 12-godzinnym śnie nabrałam siły na kolejną, tym razem wyższą górę:) Benediktenwand czeka...
sobota, 7 sierpnia 2010
czwartek, 5 sierpnia 2010
Ciągle pada...
Za oknem ciągle pada deszcz. Jutro mam wolne, ale cóż z tego? Plany, plany i po planach... w takim razie dziś idę szybko spać, a jutro mimo deszczu (znów będzie padać) udamy się na EXTREM (Graseck) :) Wczoraj zgubiliśmy ścieżkę, zresztą jak można się nie zgubić mając poglądową mapę (nietopograficzną)!
Przy takiej pogodzie przypomina mi się deszczowy obóz białodunajcki 2008 tylko, że wtedy przyjechało się na krótki okres czasu w góry, teraz mam więcej czasu na chodzenie po górach.
Poniżej zdjęcie wioski

Ciągle pada...
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.
A ja?
A ja chodzę!
Desperacko i na przekór wszystkim moknę,
patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie.
To nic!
Przy takiej pogodzie przypomina mi się deszczowy obóz białodunajcki 2008 tylko, że wtedy przyjechało się na krótki okres czasu w góry, teraz mam więcej czasu na chodzenie po górach.
Poniżej zdjęcie wioski
Ciągle pada...
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie.
A ja?
A ja chodzę!
Desperacko i na przekór wszystkim moknę,
patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie.
To nic!
środa, 4 sierpnia 2010
Kochelowskie tripy;)
Wczoraj zdobyło się szczyt Sonnenspitze 1271 mnpm We wiosce było się koło 22:30:) czyli było już ciemno.
Plan na przyszłe dni (nie będę już miała czasu na neta),
jutro wyjazd do Innsbrucka (CS żądzi!) ziwedzanie nocne, rano wyjście w góry z bezpłatnym przewodnikiem lub naszym hostem :)
w piątek w nocy powrót do Kochel:)
Dobra uciekam przebrać się i wędrować na EXTREM :P
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
sobota, 31 lipca 2010
Falstart
Tak, tak, zamiast autostopowej wyprawy na saksy, jedziemy jutro do Bawarii pociągiem (na korzystnym bilecie: Wochenendeticket)
Miałam złe przeczucia, totalnie nie chciałam już wyjeżdżać!
Wyjazd: 8:14, przyjazd: 20:35 :))
Znów wizja głodu: sporo żarcia, namiot, śpiwory (do eksploracji Alp) i dwa plecaki.
Moja ulubiona kapela ze Wsi Warszawa (polecam pozostałe) ;)
Miałam złe przeczucia, totalnie nie chciałam już wyjeżdżać!
Wyjazd: 8:14, przyjazd: 20:35 :))
Znów wizja głodu: sporo żarcia, namiot, śpiwory (do eksploracji Alp) i dwa plecaki.
Moja ulubiona kapela ze Wsi Warszawa (polecam pozostałe) ;)
piątek, 30 lipca 2010
czwartek, 29 lipca 2010
Reisefieber part.1 =]
Huhu, Po pełnym wrażeń tygodniu, dopada mnie melancholia przed-wyjazdowa. Kompletnie nie chcę wyjeżdżać z domu i opuszczać rodziny (jak zwykle)! Nienawidzę pożegnań!!! Jestem taka smutna!! Niestety jak mus to mus... Szwaby (Niemcy) czekają a dokładnie familia Suttner (w miejscowości Kochel am See będę stacjonować do końca września;)
Jeśli ktoś ciekawy; ogłoszenie (hotel) znalazłam sama. W czasie egzaminów (na politechnice) dramatycznie wysłałam ok.20-30 CV i listów motywacyjnych do Austrii i Niemiec. Familia Suttner odpisała po 6h, najszybciej, pozytywnie:) O dokładne informacje dotyczące legalnej pracy, najlepiej dowiadywać się w ambasadzie.
Zrobię wszystko, żebym Alp miała dosyć. Po pierwsze, muszę kupić mapę tras turystycznych, zrezygnuję z via-ferrat (niestety oszczędności, czyli kupno kasku, lonży z absorberem). Prawdopodobnie będę mieć dostęp do internetu. Jesteśmy uzbrojeni w komputer i WiFi w telefonie. Trzeba dowiedzieć się jakie jest hasło do WiFi w hotelu lub w McDonalds w Garmisch Partenkirchen.
Jutro będę musiała się spakować (okropne) i zrobić zakupy. W sobotę około 5 rano, tato podwiezie nas do Legnicy, żeby szybciej złapać jakieś auto w kierunku Drezno-Monachium.
Mam nadzieję wszyscy podróżnicy (także Wujek i Adaś) dotrą do własnych celów.
Jeśli ktoś ciekawy; ogłoszenie (hotel) znalazłam sama. W czasie egzaminów (na politechnice) dramatycznie wysłałam ok.20-30 CV i listów motywacyjnych do Austrii i Niemiec. Familia Suttner odpisała po 6h, najszybciej, pozytywnie:) O dokładne informacje dotyczące legalnej pracy, najlepiej dowiadywać się w ambasadzie.
Zrobię wszystko, żebym Alp miała dosyć. Po pierwsze, muszę kupić mapę tras turystycznych, zrezygnuję z via-ferrat (niestety oszczędności, czyli kupno kasku, lonży z absorberem). Prawdopodobnie będę mieć dostęp do internetu. Jesteśmy uzbrojeni w komputer i WiFi w telefonie. Trzeba dowiedzieć się jakie jest hasło do WiFi w hotelu lub w McDonalds w Garmisch Partenkirchen.
Jutro będę musiała się spakować (okropne) i zrobić zakupy. W sobotę około 5 rano, tato podwiezie nas do Legnicy, żeby szybciej złapać jakieś auto w kierunku Drezno-Monachium.
Mam nadzieję wszyscy podróżnicy (także Wujek i Adaś) dotrą do własnych celów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)